Categories
Z mojego życia

Polsko, ukochana moja, tęsknię za Tobą, ale jestem, czekam i wierzę! Czyli: Co tam u mnie po miesiącu koronaświrusowych zmian

Categories
Nagrania Z mojego życia

Pozdrowienie z przemiłego spotkania. Nagrane w zeszłym tygodniu w Krakowie.

Categories
Z mojego życia

Czy życzenia noworoczne mają jeszcze sens? :D Co u mnie na początku roku

Cześć wszystkim. Zbierałem się od nowego roku, żeby złożyć wam życzenia, ale cały czas jak zwykle: Albo coś miałem, albo nie miałem nic i wtedy też do niczego mi się nie chciało. W każdym razie z opóźnieniem 3 tygodnie po naszym nowym roku i tydzień z czymś po nowym roku prawosławnym, który też obchodziliśmy z zespołem w postaci grania, życzę wam wszystkim wszystkiego najlepszego w nowym roku i żeby on był co najmniej tak udany jak ten poprzedni, najlepiej jeszcze bardziej. Nie będę już się rozpisywał, bo za późno. 😀
Ja mogę od siebie powiedzieć, że w zeszłym roku poznałem kolejnych ciekawych ludzi, niektórzy z nich są i będą ważni w moim dalszym życiu, a z innymi niewiadomo. Mam sporo kolejnych nowych doświadczeń i okazuje się oprócz tego, że w ciągu tamtego roku udało mi się przekazać niemało wsparcia jednej osobie, na której dość bardzo mi zależało i zależy, co dla mnie było chyba największym odkryciem zeszłego roku i to właśnie z tego jestem najbardziej zadowolony. Już od kilku lat wierzę w Boga i ten fakt znowu mi udowodnił, że on istnieje, mało tego, osoba, o której mówię, dzięki temu też w niego uwierzyła.
Co poza tym? Święta przeżyliśmy w rodzinie w miarę spokojnie, niestety mamy mały smutek w postaci babci w szpitalu, ale na szczęście wszystko idzie powoli ku lepszemu. W Sylwestra potem graliśmy z zespołem w jednej serbskiej restauracji w Pradze i zarobiliśmy koło 800 zł na głowę, co jest super. Graliśmy też koło stołów, byli Serbowie, Bułgarzy, Macedończycy, Białorusini i inne narody, myśmy zawsze zagrali coś z ich kraju i też dzięki temu mieliśmy taki dobry zarobek.
Później graliśmy jeszcze raz i to 13 stycznia, czyli w prawosławnego Sylwestra, w innej, ale też serbskiej restauracji w Pradze, tam było spokojniej i też bardzo przyjemnie.
W międzyczasie zaczął się dla mnie nowy rok też dość zasadniczym odkryciem, nie będę tu pisał o prywatnych szczegółach, ale dostałem z góry podpowiedź, że prawdopodobnie mam wiele więcej do odkrycia jeśli chodzi o moją osobowość, niż wcześniej myślałem. Mogę mieć nadzieję, że uda mi się przejść tę długą drogę jak najlepiej i że dojdę do wszystkiego, co bym chciał. Dowiedziałem się o tym niezależnie od dwóch znajomych i to wszystko na logikę wskazuje, że prawdopodobnie faktycznie tak jest. Więcej nie ma sensu pisać tu na blogu, ale jestem wdzięczny Panu Bogu już za to, że dał mi o tym znać.
Dalej, czeka mnie kolejny, już ostatni egzamin z literatury 6 lutego. Miał być tydzień później, ale okazuje się, że nie dałbym rady wszystkiego przeczytać, a tak to dam radę bez problemu. Niestety przez to skróci się mój zaplanowany wyjazd do Polski, pewnie znowu odwiedzę tylko stolycę, ale cóż, takie życie, na pewno uda się później nieraz i nie dwa. Poza tym wreszcie czeka mnie licencjat. Później, jeśli wszystko wyjdzie, chciałbym pojechać na rok do Niemiec do Lipska na studia na instytut języków łużyckich, który oferuje roczne stypendium dla studentów filologii słowiańskich z zagranicy. Chodzi o to, żeby przyciągnąć ludzi do ich małej kultury.
Formalnie wystarczy mieć status studenta, więc prawdopodobnie tu pójdę na magisterkę, pojadę tam na rok, potem magisterkę w Pradze rzucę i pójdę może do Polski też na magisterkę. Niewiadomo jeszcze, co z tego będzie, ale jeśli to się uda, to od października będę wam tu wrzucał ciekawostki z Lipska.
Aha, kolejna nowość to odkrycie polskojęzycznego Radia Lwów. Jest to audycja nadawana co sobotę, która trwa 3 godziny i jej dużą część przygotowują studenci albo uczniowie lwowskich polskich szkół, co jest moim zdaniem na prawdę super. Dzięki temu ich audycje z jednej strony przekazują ich specyficzny lwowski klimat, z drugiej strony są robione na luzie i z pozytywną energią, dzięki czemu na prawdę przyjemnie się tego słucha. Gdybyście chcieli posłuchać, ich strona to:
http://radiolwow.org/ Myślę, że kiedyś poświęce im osobny wpis, ale to dopiero wtedy, jak nawiążę z ludźmi z Radia Lwów lepszy kontakt osobisty, bo chciałbym się tam wybrać, jeśli tylko będę miał czas.
W tym wpisie to chyba tyle. Jestem ciekaw, czy ten rok w moim życiu będzie tak zasadniczy jak odkrycie z jego początku, ale fakt jest taki, że nie mam pojęcia, co będzie ze mną jesienią, a bardzo bym chciał, żeby mi się udało przejść znowu krok dalej w życiu studyjno-zawodowym, jakoś sensownie zacząć ten kolejny etap studiów no i jeśli będzie coś innego zasadniczego i konstruktywnego dla mnie, to też dobrze. Jeszcze raz życzę nam wszystkim tylko tego najlepszego w nowym roku, pozdrawiam i do następnych wpisów.

Categories
O językach Z mojego życia

Rozmowa ze mną z Białoruskiego Radia Racja z Białegostoku, w której mówię po rusińsku i międzysłowiańsku

Categories
Nagrania Z mojego życia

Pozdrowienia od trojga Eltenowiczów i jednego przyjaciela Eltena

Categories
Z mojego życia

Jak poszedł mi egzamin oraz o nowym sprzęcie dźwiękowym, dłuższy wpis audio

Categories
Piosenki i moje skojarzenia z nimi Z mojego życia

Króciutko co tam u mnie oraz o dziwnym podobieństwie muzyki irlandzkiej i tatarskiej

Cześć wszystkim pod koniec lata. Pozdrawiam was po powrocie z Warszawy, Płocka i Krakowa, tak jak pisałem niedawno, i przed egzaminem z literatury, który mam 5 września i do którego teraz jeszcze muszę całkiem sporo przeczytać. Trzymajcie proszę kciuki żeby mi się udało zdać.
Ale nie o tym teraz. Myślałem, o czym by wam tu napisać, i przypomniało mi się jedno dziwne muzyczne podobieństwo, które zauważyłem już powiedzmy z rok temu i cały czas je widzę. Muzykę irlandzką i też tatarską z Rosji znam już dość długo, ale na jednym irlandzkim jam session rok temu usłyszałem piosenkę, która ma melodię w skali podobnej do tatarskiej i też np. chińskiej, chyba pentatonicznej, mam nadzieję, że to się tak nazywa. Nie cała melodia taka jest, ale prawie cała. Poniżej daję wam link do tej właśnie piosenki, później dla porównania podobna piosenka tatarska i poniżej ciąg dalszy moich spostrzeżeń.
Piosenka irlandzka Down by the Sally Gardens:

Piosenka tatarska Yulauchy:
https://www.youtube.com/watch?v=KRfD309Qh3E
Jeśli macie słuch muzyczny, pewnie zauważyliście, że melodie są podobne, ozdobniki czasami też i pierwszą piosenkę można by spokojnie zagrać lub zaśpiewać z tatarskimi ozdobnikami.
Kolejna rzecz podobna w muzyce irlandzkiej i tatarskiej to charakterystyka melodii, które w podobny sposób się zaczynają, kończą i powtarzają, nie wiem jak inaczej to nazwać, bo nie mam odpowiedniego wykształcenia muzycznego. Tu już nie mam tak dobrego przykładu, ale może i tak zrozumiecie.
Piosenka irlandzka King of the Fairies, całkiem znana, może niektórzy z was ją kojarzą:

Piosenka tatarska Borlegen:

Tu w wypadku piosenki irlandzkiej skupcie się na pierwszej części melodii, pewnie wtedy bardziej zrozumiecie, o co mi chodzi. Natomiast ja się pytam, o co chodzi w tym podobieństwie. Jest to pewnie zbieg okoliczności, ciekaw jestem, czy ktoś kiedyś się w to wgłębiał. Znając życie, to gdybym zapytał jakiegoś muzykologa z Irlandii lub Tatarstanu, powiedziałby mi, że odkryłem Amerykę, ale kto wie. A może to tylko jakieś moje dziwne teorie i wy tego nie usłyszycie? Ale z drugiej strony już kilka razy zagrałem komuś piosenkę tatarską celowo bez informacji, co to jest, i po zapytaniu, skąd zdaniem słuchaczy piosenka pochodzi, dostałem odpowiedź, że brzmi ona bardzo irlandzko. Ciekaw jestem, co wy powiecie.
Życzę miłego końca lata i do następnych wpisów.

Categories
Z mojego życia

O moich planowanych wyjazdach do Polski oraz sen o szkolnym radiowęźle

Cześć wszystkim. Piszę ten wpis dzień przed kolejnym wyjazdem do Polski, a mianowicie do Warszawy (będę od jutra do tej soboty), potem do Płocka i od poniedziałku do Krakowa (tam będę mniej więcej tydzień). Tak więc gdyby czytał go ktoś, kto chciałby się ze mną spotkać, dawajcie znać jakkolwiek prywatnie. A kolejne miasta, które planuję odwiedzić i to prawdopodobnie w drugiej połowie września, to Wrocław, Poznań i Lublin, w miarę niedługo może również Łódź.
Natomiast głównym tematem tego wpisu jest sen, o którym opowiem wam dlatego, że ostatnio Amparo publikuje wiele takich wpisów, więc też podzielę się z wami jednym swoim snem. Niestety moje sny najczęściej są absurdalne, dosłownie wszystko jest w nich pomieszane. To jest jeden z niewielu jakkolwiek sensownych. Przyśniło mi się to latem 2016 roku, w wakacje pomiędzy maturą i studiami.
Sen wywodził się z faktu, że kiedy jeszcze chodziłem do podstawówki i gimnazjum, zawsze bardzo mnie ciekawiło, jak działa nasz szkolny radiowęzeł. U was w Polsce ponoć już mało gdzie to jest, więc w skrócie, w każdym pomieszczeniu i na każdym korytarzu głośnik i za pomocą tego systemu np. wołali nauczycieli do dyrektora, ogłaszali konkursy itd. Był też jeden pokój, gdzie była centrala tego właśnie radia, i mnie zawsze bardzo ciekawiło, jak to wszystko działa, zwłaszcza kiedy przywieźli nową centralę, która wspierała też dzwonki, więc od tego momentu nie mieliśmy klasycznego dzwonka mechanicznego, a takie melodyjki (między innymi fragment utworu Children Roberta Milesa).
W moim śnie też przywieźli nową centralę radiową, ale bez instrukcji. Nikt nie wiedział, który przycisk służy do czego, więc trzeba było po prostu próbować. W pewnym momencie ktoś nacisnął jeden z przycisków i stała się rzecz niespodziewana: Wszystkim, którzy akurat znajdowali się na terenie szkoły, nagle obniżyły się głosy. Została im góra, ale były zdecydowanie niższe i z lekkim przesterem. W dodatku, co było we śnie wyszczególnione, w szkole była wtedy też moja babcia, która przyszła po mnie. Ona jest takim małym generałem, jeśli coś jej się nie podoba, to potrafię nieźle się zdenerwować, i tak było też po naciśnięciu tamtego przycisku.
Na szczęście w miarę szybko naciśnięto go jeszcze raz. Tym, którzy wcześniej mieli obniżony głos, powrócił ich normalny, ale znowu innym, których wcześniej w budynku szkoły nie było, głos się obniżył. Dlatego później nacisnęli go znowu, efekt był podobny – kilku osobom znowu obniżył się głos. Potem już z jakiegoś powodu nikt go nie wciskał i sen skończył się tym, że chór szkolny musiał przestać występować, bo kilku członkom został obniżony głos.
Tak że tyle co do jednego z niewielu swoich snów, które pamiętam i które jakkolwiek nadają się do opowiedzenia. Życzę wszystkim miłego dnia, do następnych wpisów.

Categories
Nagrania Z mojego życia

Pozdrowienie z Moskwy

Categories
Z mojego życia

Co tam u mnie na początku lata? O moim udziale w filmie i nie tylko

Cześć wam wszystkim. Już od dłuższego czasu nie odzywałem się do was z relacjami, co tam u mnie. Teraz znowu po jakimś czasie jest ten moment, kiedy do uczelnianych spraw się nie chce, pogadać też nie ma z kim, do słuchania też nic takiego nie mam, czyli nie mam co robić, a wyjątkowo chce mi się robić co innego. 😀 Dlatego poniżej postaram się trochę opowiedzieć o wydarzeniach z kilku ostatnich miesięcy.
Dopiero teraz zobaczyłem, że ostatnia tego typu relacja była na początku semestru, co troszkę mnie zaskoczyło, ale mam nadzieję, że dam radę. 😀 Jeśli chodzi o uniwersytet, skończył się prawdopodobnie ostatni semestr moich studiów licencjackich, w którym miałem cokolwiek na uczelni. Teraz czeka mnie praca licencjacka, ale z powodu Erasmusa w Warszawie postanowiłem przedłużyć studia o rok, co oznacza, że w tym roku akademickim zapisałem się na wszystkie przedmioty, na które trzeba było, a w następnym będę już tylko pisał licencjat oraz czytał do dwóch egzaminów z literatury. Dokładniej mówiąc, do pierwszego będę czytał teraz w wakacje, podejdę we wrześniu, a do drugiego potem jesienią, żeby podejść w styczniu. Oznacza to jednak, że będzie też sporo czasu na wiele innych rzeczy, czyli jak ja to mówię, można będzie szaleć. 😀 W licencjacie chciałbym porównać nazwy instrumentów muzycznych w czeskim i polskim np. z punktu widzenia etymologicznego, czyli ich pochodzenia. Wierzę, że na te dwadzieścia kilka stron to wystarczy. Chciałem pisać coś o swoich ulubionych gwarach, ale moja przyszła promotorka powiedziała mi, żebym lepiej zostawił to na magisterkę, i poleciła mi np. porównanie jakiejś terminologii. Jako że interesuję się muzyką, to wybrałem właśnie to, tylko nie wiedziałem do końca, na której części terminologii muzycznej się skupić, bo przecież tego też jest dużo. Po niedawnej rozmowie ze swoim byłym nauczycielem gry na fortepianie, nota bene Polakiem z Wrocławia mieszkającym w Pradze od ponad trzydziestu lat, doszliśmy do wniosku, że nawet nazwy samych instrumentów spokojnie wystarczą. Już teraz was proszę, trzymajcie za mnie kciuki, żeby mi się udało. Wiem, że tak na prawdę to bzdura, ale jak pewnie niektórzy z was się domyślają, dla mnie jest to jeszcze trochę kosmos. Niemniej inni przeszli, to dlaczego ja nie powinienem?
Oprócz tego chyba największą nowością i tym, co zapamiętam najbardziej z wiosny 2019, był mój udział w filmie. Anglicy i Amerykanie nakręcają tu jakąś bożonarodzeniową bajkę o elfach itp. Mieliśmy grać z zespołem na imprezie z okazji rozpoczęcia nakręcania, ale okazało się, że przestrzeń za mała jak na cały zespół, więc zaproszono tylko mnie, później przyszli jeszcze dwaj koledzy z zespołu, ale tylko na jakąś godzinkę, podczas gdy ja grałem w sumie 3 godziny z krótkimi przerwami. No i spodobałem się reżyserowi, więc zapytał mnie, czy chciałbym w tym filmie grać. Wahałem się trochę, ale w końcu się zgodziłem, bo po pierwsze nowe doświadczenie, po drugie wiadomo, na prawdę solidny dorobek.
Dostałem rolę akordeonisty, który grał na jakiejś świątecznej zabawie. W praktyce oznaczało to tyle, że miałem w ręku atrapę akordeonu. Po prawej stronie dwa rzędy guzików i rzemień nie na ramię, tylko na rękę jak np. na koncertinie, zaś z lewej strony brak czegokolwiek do grania, a jedynie chyba też rzemień na rękę i kilka jakichś gałęzi wyciętych z drzewa włącznie z gliną, która czasami z tego spadała. Pewnie miało sprawiać to wrażenie instrumentu z bajki. Spędziłem w naszym praskim atelierze Barrandov 5 dni po 10,5 godziny plus przedtem 2 dni prób po 3-4 godziny. Często czekałem, niezawsze było wiadomo, kiedy będę tam potrzebny, ale jak widać, wszystko wyszło. Ponadto zapewnili mi asystę, w sumie dobrze, bo w nieznanej przestrzeni w dodatku pełnej kabli, rekwizyt itp. trudno byłoby szybko się przemieszczać, a to było konieczne dość często. Jedzenie też całkiem pyszne i codziennie zawozili mnie zarówno z domu na miejsce jak też z powrotem. W chwilach przerwy albo coś robiłem na smartfonie, np. słuchałem radia Tok FM, albo rozmawialiśmy z chłopakiem, który był moim asystentem. Jest to uczeń technikum informatycznego, którego oboje rodzice też są filmowcami i właśnie oni mu to załatwili. On też dostał za to jakąś kasę, więc dlaczego nie.
Nawiasem mówiąc, dowiedziałem się później, że był to pierwszy film pełnometrażowy tego reżysera i że on często postępował chaotycznie, bo był niedoświadczony. Gdyby robił wszystko tak jak trzeba, to prawdopodobnie mniej byłoby czekania i dziwnych momentów, w których nic niewiadomo. Ale cóż, doświadczenie nawet ciekawe i przyznam, że gdybym dostał w przyszłości podobną propozycję, pewnie bym się zgodził, oczywiście w miarę możliwości i biorąc pod uwagę obowiązki, zwłaszcza uczelniane.
Dodam jeszcze, że było nas więcej muzyków i m.in. poznałem tam jednego naszego znanego kompozytora muzyki filmowej, który jest bardzo miły, a jednocześnie specyficzny i szalony w bardzo podobny sposób do niektórych nas niewidomych ze mną włącznie. Mówię tu np. o skojarzeniach językowych i słownych, o bardzo bezpośrednich reakcjach itd. Tak więc w jego obecności na prawdę często myślałem o naszym środowisku, bo on doskonale by się z nami zgrywał. 😀
Tak że to tyle co do mojego udziału w bajce A Boy Called Christmas, gdyby ktoś kiedyś się natknął.
Poza tym mamy w tym miesiącu wiele wydarzeń z zespołem. Praktycznie co weekend wesele, urodziny albo coś podobnego i też kilka koncertów. Z ciekawszych rzeczy, niedługo będziemy grali na weselu Meksykanki z Polakiem, oboje mieszkają w Pradze.
No i jasne że planuję już też wakacje. Egzaminy wszystkie zdane oprócz dwóch powyżej wspomnianych literatur, teraz do końca czerwca jestem blokowany poprzez granie z zespołem, ale pod koniec miesiąca mogą zacząć się wyjazdy. Myślę o Polsce, chyba Warszawie na przełomie czerwca i lipca, potem koło 10 lipca jadę na tydzień do Moskwy. W drugiej połowie lipca kolejne grania z zespołem, a w sierpniu prawdopodobnie Poznań, Kraków i zlot Eltenowiczów. Wierzę, że z wieloma z was tam się zobaczymy. Przy tym wszystkim będę też czytał, a więc zamierzam dzielić sobie dni. Rano i do południa czytać, gdziekolwiek bym nie był, a po południu robić wszystko inne. Myślę m.in. o załatwieniu pozwolenia na granie na ulicy np. w Warszawie lub innym mieście w Polsce, akordeon na pewno się załatwi po znajomości na miejscu i chciałbym po prostu spróbować po kilku doświadczeniach na Słowacji i w Pradze. Zobaczymy też, ile będzie czasu, ale wierzę, że uda mi się odwiedzić również inne miasta, np. Wrocław, Lublin, Płock czy Radom. Ale to wszystko jak na razie w ramach planów.
Myślę, że napisałem już wszystko, co chciałem, więc życzę wam miłego początku lata, do następnych wpisów i z niektórymi z was prędzej czy później do zobaczenia!